Dziś kolejny dzień w pracy. Wysokie obroty, gorąca klawiatura od pisania, oczy czerwone od czytania oraz pierwsza reprymenda. Czyli +100 do stresu.
Muszę przyznać, że oberwałem obuchem przez przypadek, ale może mi się należało. Pierwsza chwila po tym wydarzeniu, napawała mnie obawą o moje dalsze bytowanie w firmie. Jednak już po przemyśleniu tematu, zmobilizowałem się do działania. Rozumiem cele, które przyświecają właścicielowi organizacji oraz jego nadzieja pokładana w mojej osobie. Mianowicie, abym odświeżył i przełamał sztywne korpo formularze i zachowania kolegów. Przez te ostatnie dni zgubiłem ducha walki, zmiany i kreatywności. Moją przedsiębiorczość zamieniłem na rutynę i ciepły wygodny stołek. Poddałem się tłumowi, który mówi i robi tak jak dawniej. A właściciel ma charyzmę niczym S. Jobs.
Jutro nowy dzień i nowe wyzwania. Obym mógł nimi sprostać, a praca wykonana przeze mnie niech o mnie świadczy jak najlepiej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz